

Bywalismy razem w beskidzie niskiem. Cóż to były za piekne chwile, pelne szczescia i radosci. Nie straszny nam deszcz, burza, brak wody, jedzenia czy tez grasujące stworzenia nocne wokoło nomiotu. Nawet rozwścieczony byk nie grozny nam.
A wyprawa i przygoda ta w minionym tygodniu rozpoczeła sie. Pięć dni trwała i trwać by mogła dalej. Kolezanka nasza Teresa w pierwszy dzień ugosciła nas, a nazajutrz skoro świt w gory wyruszylismy. Gubiąc mapę, w nowa zaopatrzyc sie musielismy i niebawem na szlak niebieski, graniczym zwany tez, wkroczylismy pełni sił. Pogoda słoncem obdarowywała nas i lekkim wiatrem wsród drzew świszczacym. A droga gorska i leśna przed nami rysowała sie. Na granicy ojczyzny, sklep spozywczy o imieniu Bumerang ukazal sie nam, do odwiedzenia hasłami wszelakimi zachęcał. Kiedy prowiant zakupilismy w poszukiwaniu schronienia nocnego udaliśmy sie. Znaleziwszy owe miejsce w lesie, nieopodal strumienia rozbilismy oboz. Rozpalilismy ogien, obmylismy sie z trudow wedrowki i zjedlismy kolacje popijając czajem. Do pozna nocy opowiadalismy historie i legendy ciekawe. Gdy sen i zmeczenie zaczęły ogarniać nas, spac poszlismy rozmyslajac o kolejnym przed nami dniu. I tak pierwszy dzien przygody minał nieubłaganie.
Kolejne dni streszcze wam, niebawem juz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz