


A wiec... Niedziela, świeto wojska polskiego i matki boskiej krolowej korony polskiej, dzien drugi, piekna pogoda. Wstalismy wypoczesci po dlugiej i przyjemnej nocy i czem predzej wzielismy sie za przegotowywanie wody z pobliskiego zrodełka. A było to konieczne gdyz nasze zapasy wody po pierwszym dniu byly bardzo skromne. Zaparzyliśmy kilka pałerejdow herbaty, zwinelismy manatki i ruszylismy w droge. Na rozgrzewke zrobilismy male kółeczko szukajac szlaku. Trasa byla hmm cos monotonna, las las pola las las i las. W czasie drogi gdy woda sie konczyla, wymyslalismy jak ja zdobyc. Powstał nawet pomysl zeby to zapukac do jakiegos domu i poprosic o cos do picia hiehie. W końcu wyszlismy z lasu i wkroczylismy na droge w kierunku Grabiu. Po drodze zatrzymalismy sie na cmentarzu wojskowym nr4 i nadal myslalismy skad wiac wode. Ruszylismy dalej. Wtedy stał sie cud... Na poczatku wioski stał budynek a w nim czynny sklep i bar. Ah co to za ulga. Kupilismy duuzy zapas wody, jakies batony, ktore zaraz sie roztopiły, zamowilismy ruskie pierogi i zapilismy to kuflem piwa. Po uczcie poszlismy szukac miejsca na nocleg. Przeszlismy popegieerowska Ozenna, znalezlismy strumyk, rozbilismy namiot i umyslimy sie. Chwile pozniej rozszalala sie burza. Dlugo padało, mimo to noc minęła milo i przyjemnie...
a teraz hit lata
ps. zapraszam do jakiegos odzewu ;P ludzie zyjcie
Nie zaczyna się zdania od "a więc":D
OdpowiedzUsuńDostrzegam wstążkę w krajobrazie. Poza tym ten hicior lata jest jakiś dziwny.
Ach, przygody. Chcę znowu!
mi się te niektóre opisy i zdjęcia z winem truskawkowym kojarzą... również piękny smak :P
OdpowiedzUsuń